Jak to jest przeprowadzić się za granicę

Życie we Francji

Wyprowadziłam się za granicę i to do miasta, które jest popularną destynacją wakacyjną. W takim razie czy moje życie we Francji to wieczne wakacje? Odpowiedź nie jest prosta. Dla mnie to trochę wakacje, i dużo ciężkiej pracy. Ale dlaczego?

Czym są wakacje? To czas, kiedy jedziemy gdzieś w nieznane nam miejsce i możemy się zrelaksować i prze chwilkę odpocząć od codzienności. To jest te kilka dni w roku, kiedy odkrywany codziennie coś nowego, jemy nowe potrawy, poznajemy nowe zwyczaje.

Normandia i jej piękne wybrzeże - klify
Normandia i jej piękne wybrzeże – klify

Wakacje?

Więc tak, pobyt we Francji to tego typu wakacje, że nadal codziennie uczę się czegoś nowego i odkrywam nowe zakątki Paryża i Francji. Uczę się nowych zwyczajów, poznaję nowe potrawy i doszkalam moje umiejętności językowe. Uczę się tak dużo, że zaczełam pisać bloga aby podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i pięknymi miejscami, które odwiedzam. Ale te wakacje od czasu do czasu są frustrujące i co ważne nie są wolne od codziennych zobowiązań.

Pobyt we Francji dla mnie od początku wiązał się również ciężką pracą. Nad sobą, nad ułożeniem sobie nowego życia, nad poznaniem nowego języka.

1. Odległość

Kiedy byłam na Erasmusie i przez kilka miesięcy pomieszkiwałam za granicą nigdy nie miałam poczucia, że ta rozłąką z moją rodziną jest w jakikolwiek sposób znacząca. Każdy, nawet dłuższy wyjazd miał się kiedyś skończyć i od pierwszego dnia miałam bilet powrotny.

Przed przeprowadzką do Paryża nigdy nie kupiłam biletu w jedną stronę.

Przeniesienie się do stolicy Francji dla mnie było wycieczką z biletem w jedną stronę. Moja rodzina jest teraz również tutaj, jednak nie ukrywajmy, że większość najbliższych mi osób nadal żyje w Polsce.

Rodzinne miasto staram się odwiedzać jak najczęściej, niestety nie zawsze jest to łatwe. Życie we Francji narzuca na mnie zobowiązania, które blokują wycieczki do Warszawy. A ponieważ ceny biletów lotniczych kierują się niezrozumiałymi prawami, to czasem nawet jak jest czas to cena biletu tak zwala z nóg, że odpuszczam. Całe szczęście żyjemy w erze cyfrowej i zawsze można zadzwonić.

2. Obcy język

Życie we Francji zmusiło mnie również do nauki francuskiego. Osoby, które mnie znają wiedzą, że nie byłam nigdy wielką pasjonatką, ani Francji, ani języka francuskiego. W pewnym momencie stałam się za to pasjonatką pewnego Francuza. Prowadzę bloga o Francji, która jest fascynującym krajem, ale nie jestem frankofilem. Bez dyskusji zmiana adresu na paryski dla mnie oznaczała naukę francuskiego. I choć da się przeżyć bez jego znajomości, to ja nie chciałam wieść takiego życia. Jako żona Francuza nie wyobrażałam sobie, że nie poznam jego języka. Jako mieszkanka Francji nie wyobrażam sobie, że będę tu mnieszkać odczepiona od rzeczywistości.

Z tego powodu pierwszy rok życia we Francji poświęciłam w całości na naukę języka, i nie zawsze było to takie łatwe jak bym chciała. Francuzi to snobi językowi. Są bardzo przywiązani do poprawności językowej, dlatego komunikacja z nimi zanim osiągniemy poziom zaawansowany potrafi być bardzo frustrująca. Mój mąż od początku był dla mnie wielkim wsparciem i kiedy nakładałam na siebie zbyt dużą presję i mocno przeżywałam wszelkie porażki to on przypominał mi o sukcesach jakie osiągnęłam. Takie wsparcie to podstawa. Dzięki temu również każdego dnia coraz bardziej kocham Francję i… Polskę. To dzięki Francji doceniłam wiele rzeczy, które robimy lepiej od Francuzów.

Jeśli tak jak ja przeprowadziliście się do Francji i nauka języka jeszcze przed Wami to w tym artykule podpowiadam gdzie we Francji nauczyć się francuskiego.

3. Zmiana nawyków i wyrobienie nowych zwyczajów

Co kraj to obyczaj. Nawet jeśli przeprowadzamy się tylko 1200 kilometrów na zachód to można mocno odczuć inne zwyczaje. Moment, kiedy zauważamy, że to coś dziwnego co ktoś robi obok nas nie jest na chwilkę, a na zawsze może przywrócić o zawrót głowy.

Czasami trudniej nam przywyknąć do niektórych rzeczy niż nam się wydawało. Nadal nie rozumiem, jak można być najedzonym po croissancie na śniadanie, a taksówkarze marudzą, jak jedziesz nie w tym kierunku, który odpowiada.

Poza tym musiałam się zastanowić czy muszę nauczyć wszystkich jak mam na imię czy iść na skróty. O tym dlaczego uczę Francuzów jak poprawnie powiedzieć Kasia ( a nie kasza), napisałam tu jakiś czas temu.

Normandia, Francja
Kto jest uparty jak krowa?

Jestem ciekawa czy mam tutaj imigrantów! Długo i krótko terminowych. Macie jakieś przemyślenia? A może wróciliście do ojczyzny i chcecie powiedzieć co Was do tego skłoniło? Zapraszam do komentowania, a nieśmiałych do napisania maila.

À bientôt!

ARTYKUŁY

error

Zobacz również